Bank nasion marichuany
Bank nasion marichuany
Artykuły Recenzja KęKę - To Tu (Recenzja)

KęKę - To Tu (Recenzja)

KOMENTARZY: 0
Marcin Nowak Marcin Nowak, 14:10:17, 27 kwiecień '18r.

Kękę stroni od alkoholu, a jednak robi barki.

Mała gra słów na początek. Wypadałoby zacząc tę recenzję od próby obrony Piotrka przed tym, że "zmienił się za bardzo na dobre". W tym jest trochę racji, ale również jest to naturalna kolej rzeczy, gdy priorytetem jest rodzina, a muzyka schodzi na drugi plan. Oczywiście to, że jest ciut dalej w hierarchii Kę, nie znaczy, że będzie teraz gorsza z płyty na płytę. Po prostu życie prywatne definuje niejako to, co pojawi się na rapowym materiale, a nie ukrywajmy tego, że "jakie życie, taki rap" jak mawiał Ryszard z Poznania. Jako słuchacze nie możemy nakłaniać rapera jak ma rapować.

"To Tu" - co to znaczy?

Jeżeli jesteśmy zaznajomieni z poprzednimi wydawnictwami rapera z Radomia, to wiemy jaką niełatwą drogę przeszedł w trakcie życie. Można nawet zasugerować interpretację, że ta płyta nie jest ciągiem "Rzeczy", gdyż owe poszukiwane "Rzeczy" okazały się być osobami, a dokładniej rodziną. Podczas tych przemian rapera na lepsze ścieżki życiowe, można powiedzieć o pewnym stępieniu pazura. Brakuje tego charakteru co Pietrek zaserwował nam na poprzednich albumach. Teraz pewne ramy trzymają artystę w porządku dziennym i element zaskoczenia zszedł na drugi plan (chociaż dobór gości jest niezłą, lecz jedyną niespodzianką). Już nawet pierwszy utwór na materiale nosi tytuł "Rutyna", jednak... tytułowa rutyna okazuje się nie być taka zła, co też raper wyjaśnia w swoich wersach. Miłym zaskoczeniem jest "Samson", czyli wyjaśnienie zapuszczenia włosów, które było hejtowane przez pewne grono słuchaczy, a nawet bym powiedział, że to najlepszy singiel z płyty. Klimat utworu jest nie do opisania, a sam teledysk prezentowany w codziennej szarości dopełnia tego wszystkiego, aby wypuścić to właśnie jako singiel z obrazem. "Zoba, zoba" to utwór, który pokazuje jeszcze ten pazur, którego wielu brakuje u Kę. Białas, podobnie jak reszta gości, wypadła bardzo dobrze na tym albumie.

Okładka albumu również dosyć sporo symbolizuje.

W momencie wydania "Trzecich Rzeczy" Piotrek na dobre uwolnił się od alkoholu. Preorderowa wersja okładki jasno to symbolizuje - dosłownie. Jest to trzecie pomieszczenie, tuż przed drzwiami do "czwartego pokoju", czyli "To Tu". Okazuje się, że raper na swoim czwartym wydawnictwie odkrył co jest tak naprawdę dla niego ważne. I można od razu dalej zarzucać, że teraz to nie chcę się tego słuchać, gdyż wspominki o dobrym sposobie na życie oraz że rodzina jest najważniejsza trochę są nadmierne na tym materiale, ale jednak pamiętajmy, że dla autora jest to coś najważniejszego do przekazania nam. Niestety, ale albo się będziemy bardzo utożsamiać z tą płytą, albo ona nas będzie nudzić swoją monotematycznością. Zarzuciłbym tutaj powielenie tematów z "Trzecich Rzeczy" przy niektórych kawałkach. Momentami faktycznie chce się skipować utwory.

Brzmieniowo dostaliśmy dużą dawkę różnorodności.

Najlepiej wypadł track z Białasem, gdyż właśnie tego mocnego brzmienia na albumie momentami brakuje. "Cesarz" też jest dobrym przykładem na rozbudzenie się w postaci afrotrapu, jednak nie jest to to samo, co pokazanie "raperowskiego pazura". "Samson" jest majstersztykiem, jeżeli chodzi o wprowadzenie klimatu patosu. Produkcja podnosi lirykę jeszcze bliżej naszego ucha, aż ciężko się nie wsłuchiwać w słowa rapera. Trzeba przyznać, że "Trzecie Rzeczy" również były ciekawe brzmieniowo i postawiłbym na tym samym poziomie obecną płytę.

Podsumowując, jakie życie, taki rap. Po prostu. Nie sugerujmy autorom płyt jak mają je pisać, ale monotematyczność "To Tu", biorąc również pod uwagę, że część tematów to Piotrek zrealizował już na "Trzecich Rzeczach", w pełni można przyznać. Stety, niestety, z tym albumem trzeba się utożsamić, aby go zrozumieć.

×

This is an alert box.

×

This is an alert box.

Przeczytaj więcej artykułów